|
Ewa
Chałasińska (1945
– 2026)
In Memoriam

27
lipca 2026 roku, w dziewięć dni po swoich 81. urodzinach, odeszła
nasza Koleżanka, Ewa Chałasińska. Była związana ze Stołecznym Klubem
Tatrzańskim od końca lat dziewięćdziesiątych; formalnie od 2000 roku.
Przez wiele lat była członkiem Zarządu Klubu.
Każdy
z nas jest niepowtarzalny, ma swoją drogę na Ziemi, choć przecież
jesteśmy zależni od naszych rodziców i dziadków. Od nich
otrzymaliśmy dar życia. Ojciec Ewy był inżynierem górnictwa, ale ona
wybrała nauki społeczne, co najwyraźniej „odziedziczyła”
po swoim stryju, wybitnym socjologu Józefie Chałasińskim (1904 –
1979). Przypomnę, że córka Józefa (a więc siostra stryjeczna Ewy,
profesor fizyki Katarzyna Chałasińska-Macukow) była przez dwie
kadencje Rektorem Uniwersytetu Warszawskiego (2005 – 2012), a
brat Katarzyny, Grzegorz, jest znanych chemikiem, członkiem PAN.
Ewa
studiowała etnografię, potem prowadziła też badania socjologiczne.
Opublikowała artykuł naukowy „Stosunek
studentów do przyszłej pracy”,
zamieszczony w 1987 roku w tomie „Studenci w Polsce i w
Niemieckiej Republice Demokratycznej w świetle badań
socjologicznych”. Przez krótki czas po studiach pracowała na
Uniwersytecie Warszawskim oraz w Instytucie Filozofii i Socjologii
PAN, ale praca naukowa i dydaktyczna nie pociągała Jej. Mówiła, że
nie lubi występować publicznie – a to
jednak przynależy do kariery akademickiej.
Przez
wiele lat Ewa pracowała w Fundacji imienia Stefana Batorego jako
„redaktor merytoryczny”. Jej nazwisko pojawia się jeszcze
w 2002 roku, w pozycji: „Ocena
podręczników gimnazjalnych języka polskiego. Materiał do dyskusji.”
Pracowaliśmy zatem na podobnym polu – piszący te słowa jest
członkiem Komisji do spraw oceny podręczników szkolnych PAU.
Na
emeryturze Ewa kontynuowała działalność w ruchu wydawniczym:
pamiętniki, wspomnienia, biografie i… Żoliborz (mieszkała przy
ulicy
Adama
Próchnika). Była bardzo energiczną i wymagającą organizatorką i
redaktorką. Oto niektóre publikacje, powstałe przy Jej aktywnym
udziale, przeważnie we współpracy z Aldoną Gawęcką:
2009
— O
Pięknym Brzegu. Żoliborz, ludzie i wydarzenia.
2012
— Żoliborski
kalejdoskop.
2013
— Co
było, a nie jest. Płynna nowoczesność.
2015
— Nasze
Mamy.
2017
— Nasi
Ojcowie.
Ewa
była też inicjatorką innej książki o Żoliborzu, poświęconej kolejnym
wspomnieniom „żoliborzaków” . Książka jest od kilku
miesięcy zredagowana, czeka na wydanie. Mam nadzieję, że znajdzie się
ktoś, kto dokończy ostatnie dzieło Ewy.
Jak
wspomniałem, są to tylko niektóre publikacje, powstałe przy Jej
aktywnym udziale. Pominąłem między innymi jedną z nich. Dlaczego –
wyjaśniam na końcu.
Ewa
rzadko opowiadała o swojej turystyce górskiej z lat młodości. Zdaje
się, że była to intensywna działalność. Wspominała na przykład
kilkudniowe biwaki w namiocie, na dziko, gdzieś pod granią w Tatrach
Zachodnich (nie zapamiętałem, gdzie). Z naszym Klubem wyjeżdżała
często i chętnie; w każde góry, od Sudetów, przez Tatry po
Bieszczady. Bardzo chętnie wracała do Beskidu Śląskiego i
Żywieckiego.. Wiele razy była na zimowych obozach klubowych w Dolinie
Chochołowskiej. Uczestniczyła też w dziesięciu wyprawach w góry
Europy, zorganizowanych przez Gorzowski Klub Turystyki Górskiej PTTK
„Sępik”, a także w górskich wędrówkach Klubu Turystów
Górskich PTTK „Kosówka” w Łodzi. Wszyscy zgodnie
podkreślali, że była doskonałą towarzyszką wypraw. Chętnie i często
chodziła też po Puszczy Kampinoskiej i bywała w klubowej chacie.
Powiedziała kiedyś do mnie, że SKT to najlepsze, co ją w życiu
spotkało.
Ewa
chętnie fotografowała, zwłaszcza góry. W 2011 roku uczestniczyła w
wyprawie do Ameryki Południowej, skąd przywiozła piękne zdjęcia
krajobrazów Patagonii i Wyspy Wielkanocnej. Mówiła, że była to jej
„podróż życia”. 8 marca 2012 roku miała w naszym
Klubie prelekcję o tej wyprawie, świadczącą nie tylko o kunszcie
fotograficznym Ewy, ale też o Jej szerokiej wiedzy nie tylko
geograficznej i podróżniczej. W Buenos Aires, jako jedyna z grupy,
poszła do najstarszej w tym mieście kawiarni Tortoni
(1858) i wypiła kawę przy stoliku Witolda Gombrowicza, którego
twórczość uwielbiała.
Ewa
interesowała się również malarstwem, a nawet sama podejmowała próby
malowania. W ostatnim roku uczęszczała na kurs malarstwa i jesienią
zamierzała kontynuować naukę.
Wspomnę
też oczywiście Jej udział w klubowym „kabareciku turystycznym”
– Stara Robota. Miała bardzo ładny głos ( „biały”)
i duże wyczucie zarówno muzyki, jak i słowa. Przydawały nam się jej
podpowiedzi, ceniliśmy jej punkt widzenia i pomagała nam jej krytyka.
Nie mogliśmy tylko namówić Jej do solówek.
Zakończę
te ulotne wspomnienia przypomnieniem
tej
oto książki, której Ewa była redaktorką i współtwórczynią:

Michał
Szurek
|